W dniu 7 maja 2005 r., dokładnie w szare sobotnie popołudnie, na sali krakowskiej Akademii Tradycyjnych Sztuk Walk odbyło się seminarium szkoleniowe, w zamierzeniu międzystylowe, zaś w ostatecznym efekcie obalające - wciąż gdzieniegdzie pokutujący - mit o nieprzekraczalnej odrębności poszczególnych sztuk walk.

Bezpośrednim asumptem do zorganizowania imprezy była wizyta w Krakowie Wielkiego Mistrza VoViet, Charlsa Phan Hoan, który pomimo zaawansowanego wieku wciąż głodny jest nowych doznań, oraz chęć skonfrontowania jego nauki z przekazem mistrza miecza, Soke Toshimichi Takeuchi (Ken Jutsu) i Sifu Andrzeja Szuszkiewicza reprezentującego Wing Chun. Mistrz Phan Hoang przybył w asyście najstarszego polskiego ucznia, Dan Tien Ryszarda Jóźwiaka, oraz grona instruktorów rodzimych klubów Viet Vo Dao.

Każdy z wymienionych miał na objaśnienie pryncypiów swego stylu około czterdziestu minut. Rozpoczął Sifu Szuszkiewicz pokazem podwójnej techniki ręcznej, z której stosunkowo łatwo przejść można do obaleń lub duszeń, a na której przykładzie bardzo wyraźnie widać było specyfikę pracy ciała charakterystyczną dla Wing Chun. Następnie czas i przestrzeń w posiadanie objął mistrz Phan Hoang, który podczas poprzedniej prezentacji siedział w postawie szacunku i skupienia, nie spuszczając oka z żadnej z technik; tę część seminarium można by określić mianem praktycznego wykładu, ale słowa są tu cokolwiek bezradne. Już bowiem wygląd mistrza robi osobliwe wrażenie: jest on niskim mężczyzna, bynajmniej nie atletycznej postury, obdarzonym twarzą archetypicznego azjatyckiego mędrca, o niegasnącym uśmiechu i jasnym, porażającym spokojem spojrzeniu. Ma dar momentalnego zjednywania sobie ludzi, co w połączeniu z naturalnie skromnym zachowaniem oraz niezwykłą charyzmą sprawia, iż w magnetyczny wręcz sposób ogniskuje uwagę na swojej osobie. Mistrz wyzwalał też niezwykłą energię wśród uczestników seminarium. Oto jeden z uczniów Sifu Szuszkiewicza, człowiek zrównoważony, w życiu codziennym parający się medycyna, dał na prośbę mistrza żywiołową próbkę prawdziwie tygrysiej ekspresji. Wykład, okraszony anegdotami, dotyczył samej istoty sztuk walk, bez wnikania w szczegółowe niuanse i bez podpierania się poszczególnymi technikami. Te ostatnie - mówił mistrz- mieliśmy okazje obserwować we wzorcowym wykonaniu podczas lekcji Wing Chun, a on nie chce z nikim konkurować ani się ścigać. Skupił się więc na analizie strategii walki tygrysa i węża, omawiając różnice w dystansie oraz duchu prowadzenia ataku przez te zwierzęta; zademonstrował również krótkie formy bezpośrednio unaoczniające poruszone zagadnienia. Sztuki walki według mistrza Phan Hoang nie służą do brutalnych zabaw czy eksterminacji, zawsze pistolet czy też nóż będą bardziej skuteczne. Wieloletnia, intensywna praktyka powinna otwierać w każdym człowieku przestrzeń harmonii i wrażliwości, umacniać ciało oraz chronić je przed chorobami. Wtedy dopiero zdolni jesteśmy do zrozumienia i współczucia dla bliźniego, opuszcza nas chęć ciągłej rywalizacji, agresji, zamkniętej, obronnej postawy.

Trzeci blok treningowy należał do Soke Takeuchiego, który rozpoczął krótkim, przepraszającym zagajeniem dotyczącym swego charakteru. Jest - mówił - osobą wymagającą i surową, starająca się realizować kanony samurajskiej etyki, w kontekście pełnych humoru nauk mistrza Phan Hoang może więc wypaść nieco oschle, ale niewiele można tu zrobić z powodu różnic psychologicznych. Na szczęście nawet w trakcie tego wstępnego przemówienia nie znikał z twarzy Soke uśmiech. Później było już znacznie poważniej, gdyż mistrz Toshimichi Takeuchi w oszczędnych, acz sugestywnych słowach opowiadał o swojej filozofii sztuk walki. Techniki są jak rzeki zmierzające w stronę morza, ich prawidłowy kierunek uzależniony jest od przygotowania teoretycznego, niczego w tym procesie nie można przyspieszyć, niczego nie można też pominąć. Soke przywołał historyczna postać Musashiego, który zanim stał się ekspertem miecza intensywnie studiował teorię. Przynależność stylowa nie ma żadnego znaczenia, liczy się właściwy kierunek, owo morze właśnie - metaforyczne określenie stanu satori - czyli iluminacja, oświecenie. To uniwersalna droga, którą powinien kroczyć każdy praktykujący sztuki walki, tylko wtedy wyczerpujący trening ma sens.

Były jeszcze pamiątkowe zdjęcia, wspólna kolacja, zwiedzanie Kazimierza oraz wstrzemięźliwa część kawiarniano-zakrapiana. Z ciekawostek podkreślić należy degustację krupniku przez Soke Takeuchiego (oczywiście chodzi o alkohol, bynajmniej nie o zupę), napitku wysoko odtąd przezeń cenionego oraz autentyczne zdumienie mistrza Phan Hoang na widok prastarego modelu polskiej "Syrenki", dogorywającej na jednej z kazimierskich uliczek. Impreza zakończona została wspólnie wzniesionym okrzykiem z wietnamskiej formy tygrysa, przez co każdy z uczestników seminarium mógł poczuć się jak prawdziwy wojownik.